Bycie uważnym na drodze do zmiany nawyków

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Kiedy zauważamy, że w życiu coś nam nie służy dążymy do zmian. Wprowadzamy je po to, żeby żyło nam się lepiej czy łatwiej. Często jednak sama zmiana jest procesem trudnym i wymagającym od nas wiele poświęceń.

Zaczyna się od zauważenia tego, co nam przeszkadza i co sprawia, że nie jesteśmy tak szczęśliwi jak byśmy chcieli. Kiedy już wiemy, w jakim kierunku iść i nabieramy zapału, pojawia się opór. Pojawia się nie wiadomo skąd, bo myśleliśmy, że już będzie z górki. Staje na drodze i blokuje przejście w kierunku życia, którego pragniemy. Jest pewną formą lęku. Jest obawą przed czymś nowym i nieznanym. Wymaga wyjścia z pewnej strefy komfortu, do której zdążyliśmy się już przyzwyczaić. I mimo, że trwanie w niej dłużej nie służy nam, to wydaje się być bezpieczniejsza, bo doskonale ją znamy. 

Z własnego doświadczenia wiem, że kiedy pojawia się opór, to warto zwrócić na niego uwagę. Wydawałoby się, że jest przeszkodą na drodze rozwoju. W rzeczywistości chroni przed zaniechaniem zmian. Warto zatrzymać się i poświęcić uwagę na obserwacje i zrozumienie o czym nam chce powiedzieć. Po prostu zaakceptować to, że jest. I tego właśnie nauczyła mnie uważność obecna w moim życiu. Choć opór niejednokrotnie wydaje mi się przeszkodą, pozwalam mu na to, żeby po prostu był. Bycie uważnym na to, z czym się wiąże, pomaga mi dostrzec, że ma znaczącą wartość w procesie zmiany. Pojawia się, kiedy czegoś pragnę, ale tego nie znam. Często również wtedy, kiedy nie jestem wystarczająco gotowa, żeby iść dalej. Wtedy zmusza, żeby się zatrzymać. Nie raz przekonałam się, że walka z oporem sprawiała, że rośnie w siłę. Kiedy zdałam sobie sprawę, że poświęcając energię na walkę z oporem, mam jej mniej na działania prowadzące do zmiany. To sprawiało, że byłam o krok, żeby się poddać. Teraz, kiedy opór staje mi na drodze, obserwuje  go i staram się określić, o czym mi mówi. To pomaga mi go zrozumieć. Zauważyć, gdzie być może jeszcze potrzebuje wzmocnienia i wsparcie. Co muszę dopracować, żeby zmiana nie była chwilowa. Co jeszcze wykształcić, żeby nie wrócić do starych nawyków i przekonań.  Zdaje sobie sprawę, że walka z oporem, może doprowadzić do wycofania i spowodować, że powrócę na starą drogę. Opór, tak jak lęk obdarzony uwagą, akceptacją i troską łagodnieje. Obserwacja tego o czym mi mówi, przynosi wiele refleksji, które niejednokrotnie wspierają zmianę. 

Dzięki codziennej medytacji nauczyłam się obserwacji własnych myśli. To sprawia, że nieustannie dostrzegam nawyki i przekonania, które mi nie służą. Wtedy dążę żeby zmienić je na takie, które będą mnie wspierać i ułatwiać mi życie. Kiedy pojawia się opór z pomocą przychodzą intencja i motywacja. Wiem jak ważne jest, żeby przypominać sobie dlaczego chcę coś zmienić, dlaczego chcę robić coś inaczej. Dlaczego jest to dla mnie ważne. Zadawanie sobie takich pytań i znajdowanie na nie odpowiedzi płynących z głębi serca, pomaga mi konsekwentnie podążać za nowymi wyborami. Nie zbaczać z wyznaczonej ścieżki choćby było nie wiem jak trudno. Skupiać się na wyznaczonym celu, potwierdzać go co dnia i konsekwentnie do niego dążyć. Mam przekonanie, że zmiany nie należy się bać. Rozwijając się nie możemy przegrać ani ponieść porażki. Jedyne co może się wydarzyć przy okazji osiągania celu to to, że możemy się czegoś nauczyć, zdobyć więcej doświadczeń, utrwalić zmiany bądź zauważyć, że trzeba zmienić kierunek. Łatwiej jest, kiedy z głębi serca czujemy, że chcemy stać się lepszą wersją siebie samych. To nieraz dodawało mi sił i energii w dążeniu do zmiany. Przekonanie, że jakość życia zależy od jakości przyzwyczajeń okazało się wspierające. Otworzyło mnie na odkrywanie, wypracowywanie i podtrzymywanie tych nawyków, które zbliżają mnie do rozwoju własnego potencjału. I jednocześnie pozbywać tych, które nie pozwalają mi wykorzystywać moich wszystkich możliwości.

Moim sposobem na pojawiający się opór było również wprowadzenie rutyny związanej z nowym nawykiem. Choćby nie wiem co, starałam się robić nową czynność dzień po dniu o tej samej porze. Kiedy pojawiało się zapomnienie łatwiej było mi wtedy wrócić. Kiedy mój organizm zdążył już poczuć pozytywne skutki zmiany, a ja na chwilę wracałam do starych przyzwyczajeń, okazywało się, że jednak czegoś mi brakuje w ciągu dnia. Tak było z medytacją, bieganiem, zdrowym jedzeniem, radzeniem sobie z bezsennością. Taka rutyna sprawiała, że organizm zdążył się przyzwyczaić do czegoś co przynosiło mu korzyści i upominał się o to. Kiedy zdarzało się, że dzień tak się układał, że nie znalazłam czasu na to co mi służy, to czułam się źle. Takimi powodami odstąpienia od nowego nawyku mogą być np. wakacje czy święta. U mnie też tak się zdarzało. Zdawałam sobie jednak sprawę, że to jest już moje bo czuję, że brakuje mi tego. Wtedy wracałam z powrotem do służących mi nawyków i byłam już o krok dalej. I okazywało się, że za każdym razem było łatwiej wrócić bo wrosło już na tyle do mojej podświadomości, że z czasem stało się automatyczne. 

Choć w procesie zmiany czasem jest trudno to warto przeczekać i nie poddawać się. Nie ważne ile czasu, kiedy nagrodą jest lepsze samopoczucie, poczucie sprawczości, zmniejszenie cierpienia czy większa radość z życia. Wszyscy mamy potencjał, który możemy wykorzystać do tworzenia lepszej wersji siebie. A siła, żeby to zrobić jest w każdym z nas. Wystarczy w to uwierzyć, a wraz z wiarą, że może być lepiej, przyjdzie moc, żeby to zrobić.

Magdalena Woźniak

Jestem nauczycielem Mindfulness w podejściu MBLC (Mindfulness Based Living Course).

Uważność praktykuję od wielu lat. Każdy dzień zaczynam od medytacji i doświadczam płynących z tego korzyści. Obserwując pozytywny wpływ na podniesienie komfortu i jakości mojego życia, zdecydowałam dzielić się z innymi tą cenną i skuteczną metodą jako nauczyciel Mindfulness.


Marzę o upowszechnianiu metody Mindfulness w Polsce i chcę to realizować poprzez dzielenie się własnymi doświadczeniami, wspieranie i inspirowanie innych do odkrywania dobrodziejstw płynących z uważnego życia